Jump to content

Książki - dobre, złe i średnie. Co czytać?


Recommended Posts

W cyklu - książki sprzed 40 lat: "Tomek w krainie kangurów" - Alfred Szklarski. Podobno nie należy wracać do ukochanych książek z dzieciństwa bo można zniszczyć swoje wspomnienia. Chciałem sprawdzić prawdziwość tej rady i po niemal 40 latach wróciłem do pierwszej przygody Tomka. I owszem, wspomnienia powróciły - klimat wielkiej przygody i poznawania świata, wróciłem pamięcią do swojej dziecięcej ekscytacji. Ale też powieść kiepsko znosi upływ czasu - autor bywa strasznie dydaktyczny i trochę jakby nie ufał w inteligencję swoich młodych czytelników, stąd często wrzuca zdania w stylu "Tomek z przejęciem wpatrywał się w tę pełną napięcia scenę". Było nie było jest to nadal jedna z najważniejszych książek mojego dzieciństwa ale z pewnością kolejne części powinny pozostać jedynie w tych mglistych wspomnieniach z dzieciństwa.

Link to comment
  • 1 month later...

"Trzydziestka" Jakub Żak. Jeśli powieść reklamowana jest hasłem "Jeden najlepszych i najoryginalniejszych debiutów kryminalnych ostatnich lat!" to spodziewacie się czegoś przynajmniej dobrego prawda? Okazuje się, że do etykietki "jednego z najlepszych debiutów" wcale nie trzeba napisać dobrej książki. Można napisać beznadziejną, tak jak zrobił to Jakub Żak.
Zaczyna się jak krwawy kryminał osadzony w polskich, małomiasteczkowych klimatach. Szybko okazuje się, że to żaden kryminał bo dla autora zbrodnia jest tylko pretekstem do obyczajowej opowieści o małym miasteczku i o ludziach, którzy na różne sposoby dzierżą w tym miasteczku władzę. Ale nie liczcie na coś oryginalnego - same oklepane banały, burmistrz za wszelką cenę pragnący utrzymać władzę, lokalni mafiosi, łapówki, narkotyki i geje, którzy w małym miasteczku muszą żyć w ukryciu. Zagadkę ma odkryć trzydziestoletnia policjantka z komendy wojewódzkiej, która wychowała się w tym miasteczku. Policjantka, uwaga, ma stopień inspektora - autorowi chyba nie chciało się sprawdzić, że inspektor to najwyższy stopień oficerów starszych w polskiej Policji, odpowiednik wojskowego pułkownika (żeby dotrzeć do tego stopnia to trzeba odsłużyć minimum 19 lat po skończeniu studiów). 
Bohaterowie są zupełnie niewiarygodni, ich działania są nielogiczne i po prostu głupie.
Jedyną zaletą powieści są dialogi - książkę słuchałem w audiobooku i dialogi rzeczywiście brzmią dobrze, wypowiedzi bohaterów brzmią wiarygodnie. Szkoda tylko, że nie mają niczego istotnego do powiedzenia więc gadają o polskim rapie, komiksach i o tym, że trzeba k... wygrać wybory.
Zagadka kryminalna nie jest żadną zagadką, bo autor sam przedstawia jej rozwiązanie nie dając wcześniej żadnych poszlak ani motywów winnemu.
Podsumowując: banalna książka o niczym, udająca kryminał z dobrze napisanymi, pustymi dialogami. 

  • Like 1
Link to comment
  • 3 weeks later...
W dniu 6.12.2021 o 09:44, Gabe napisał:

Czytam sobie właśnie po raz pierwszy Firmę Grishama. Filmu nie widziałem chyba nigdy, ale jako że nie żyję pod kamieniem, to ogólny zarys fabuły powiedzmy że znam. No i przeczytałem tak już z 1/5 i gdybym nie wiedział, że książka zaliczana jest do jednych z najlepszych "kryminałów", to bym chyba to rzucił. Bohater jest antypatyczny (niczym Tom Cruise :keke: ), pracoholik o wielkim ego, do tego przez te 100 stron właściwie nic się nie dzieje, oprócz metodycznego pokazywania idylli pracy w Firmie (a ile stron jest o tym, że trzeba fakturować, nie zliczę). Mam nadzieję, że to usypianie czujności czytelnika, żeby uderzyć z grubej rury, choć zarówno ja wiem, że idylla jest fałszywa, jak i czytelnik który to czyta pierwszy raz bez tej wiedzy, bo szybko są fragmenty, które mówią to wprost. Więc skoro już czytelnik wie, że jest pęknięcie na tym idealnym obrazku, to po co przez następne 20 stron znów go malować?

 

Druga rzecz - nie potrafię (bez emotek i przypisów :keke: ) wykryć, czy Grisham pisze serio, czy się nabija, kiedy śpiewa peany ku czci pracoholizmu: typu "pracował 16 godzin dziennie przez siedem dni w tygodniu, dopiero jak lekarz mu zabronił to zszedł do 12 i niedziel wolnych". No ale to drobiazg w sumie, będzie mi po prostu przykro, kiedy się okaże, że to na serio ;)

Po Twojej krytycznej opinii postanowiłem zweryfikować swój zachwyt i wysłuchałem "Firmę" w audiobooku. Niestety, masz rację: po tych chyba trzydziestu latach powieść wydaje mi się mocno średnia a sam bohater rzeczywiście nie wzbudza sympatii. Drażnią też nielogiczności: z jednej strony autor uparcie nam przypomina, że bohater pracuje co najmniej 70 godzin w tygodniu ale mimo to ma czas by pod nosem podejrzewających go bandziorów wykraść firmie tony dokumentów, dokładnie je przestudiować i poznać wszystkie sekrety firmy. Widzimy że bardzo kocha swoją żonę i nawet podziwiamy gdy stanowczo odmawia lasce, która chce go zaciągnąć do łóżka... tylko że dosłownie kilka minut później ląduje na plaży z inną laską. 

I te peany na temat mnóstwa godzin pracy drażnią i trochę śmieszą bo w efekcie można dojść do wniosku, że dobry prawnik to niekoniecznie ten, który doskonale zna przepisy i potrafi wyciągać inteligentne wnioski a po prostu taki, który pracuje dużo.

Po latach przyznaję, że powieść jest dość średnia. Sam pomysł jest świetny ale myślę, że można by go zrealizować dużo lepiej.

  • I love it 1
Link to comment

Ja swojego czasu trafiłem na bloga czytacz.pl (to z okazji "Żmijowiska"), gdzie autorka dość surowo, ale i skrupulatnie i merytorycznie krytykuje przeczytane książki. Wspomnianemu Chmielarzowi dała 3/6, wypominając błędy konstrukcyjne fabuły, z którymi całkowicie się zgadzam(!), choć nie zmieniły one mojego dobrego wrażenia po lekturze i nadal uważam ją za powieść godną polecenia. A jej zarzuty, choć całkowicie słuszne, nie mogły raczej być inaczej rozwiązane, bo

 

Spoiler

została by zdradzona główna część całej intrygi, czyli że za zaginięciem, a właściwie śmiercią córki głównego bohatera, stoi on sam

 

 

Ale o Żmijowisku już pisałem, a chciałem teraz o czymś innym - poczytałem trochę wspomnianego bloga, i uznałem, że skoro książka, którą mi się czytało tak dobrze, a dostała średnią ocenę, to autor, nad którym blogerka pieje w zachwytach, zachwyci mnie jak mało który. Uprzedzę fakty: to tak nie działa :D

 

Piotr Górski, bo o nim mowa, w momencie w którym to czytałem wydał piątą część swojej serii o komisarzu Kruku, ocenioną na czytacz.pl na 6/6. Stwierdziłem, że nie godzi się tak od środka, więc zacznę od początku, od pierwszej części (tak naprawdę to 1 i 2 są ze sobą ściśle powiązane wątkami pobocznymi, ale główne wątki mają osobne). Nosi ona prosty tytuł, "Kruk", na blogu we wpisie wraz z częścią drugą, "Gorszy" (której nie czytałem) dostała łączną ocenę 5/6, więc też wysoko. Generalnie nie jest to zła książka, przeczytało mi się ją dość sprawnie, ale też niewiele z niej pamiętam, a czytałem ją w lutym :D Jak ktoś pięknie napisał jej recenzję w czterech wierszach na lubimyczytac.pl: 

 

Ot typowe wręcz wzorcowy kryminał.
Śledztwo, policja, prokuratura. Wyjaśnienie kto.
Cóż więcej potrzeba dla fanów gatunku.
Ale z drugiej strony nie jest to jakaś wyszukana intryga.

 

Bohater znów nie jest kimś, do którego da się odczuwać jakieś spolaryzowane uczucia, taki nijaki jest, dość sztampowy (do tego jeszcze z oskarżeniami za pobicie podejrzanego, co może i z realnością ma sporo wspólnego, ale jakoś mi ciężko z nim sympatyzować). Prokurator nadzorująca jego śledztwo jest jeszcze gorsza, ale chyba takie miało być założenie. Reszta postaci występująca w rolach potencjalnych podejrzanych (znaleziono ciało nauczyciela akademickiego wraz z kilkoma zwierzętami w worku uszytym ze skóry, co ma nawiązywać do rzymskiej kary za ojcobójstwo), czyli świat nauczycieli akademickich, super atrakcyjnych właścicielek firm sprzątajacych, studentów handlujących prochami, bogatych posiadaczy will i prywatnych helikopterów oraz ich ochroniarzy, niestety nie zapadła mi mocno w pamięć, w przeciwieństwie do gangstera-przedsiębiorcy, właściciela ubojni kurczaków, którego w ewentualnej ekranizacji musi zagrać Joachim Łamża :D 

 

No więc lekcja jest taka: nasz gust niekoniecznie musi się pokrywać z gustem innych ludzi we wszystkich przypadkach, a chyba jest wiele innych książek w mojej kolejce, żeby się jeszcze raz z twórczością Piotra Górskiego zmierzyć.

  • Like 1
Link to comment

Fajny blog, poczytałem kilka recenzji i z opiniami autorki o powieściach Chmielarza zgadzam się, więc chyba warto będzie sięgnąć po jej polecajki (z pewną niewiadomą jeśli chodzi o Górskiego :))

  • Haha 1
Link to comment
  • 2 weeks later...

Dom Łańcuchów. Dawne dni

 

Trochę już czasu minęło, ale moje odświeżanie cyklu malazańskiego nadal trwa. Tym razem za mną pierwsza część Domu Łańcuchów, która sama w sobie składa się z dwóch mniejszych etapów. Pierwszy z nich jest totalnie nową opowieścią o genezie Karsy Orlonga, opowieści która afaik nie spodobała się kiedyś fanom serii, bo (niesłusznie) kojarzyła im się z heroic fantasy spod znaku pewnego Cymmeryjczyka. Prawda jest taka, że po słabym poprzednim tomie, marsz Karsy był odświeżający, wraz z tymi ciągłymi pogłębieniami jego osoby. Etap drugi to już ciąg dalszy historii ze Sznura Psów zmieszanej z opowieścią o Heboriku - to też czyta się całkiem nieźle. Nie utknę więc i podążę dalej, może tym razem uda mi się przeczytać cały cykl?

7/10

Link to comment
  • 3 weeks later...

Święto wiosny

 

Nie wiem, dlaczego tak długo zwlekałem z przeczytaniem tej książki. Jest znakomita, błyskotliwa. Opis związków intelektualnego klimatu początku XX wieku z Wielką Wojną i jej następstwami został tu zmieniony we wspaniałą literacką podróż, silnie zakotwiczoną w historii relacjami jej aktorów. Jedyny minus to jej za mała objętość - nie starczyło tu miejsca na wskazanie zderzenia się głównych bohaterów Wiosny z Wojną; zrywamy znajomość z Diagilewem, Niżyńskim i Strawińskim po przesławnej premierze by spotykać się z nimi już tylko incydentalnie. Ale to tylko drobiazg. Polecam!

9,5/10

  • Like 1
Link to comment
  • 2 weeks later...

Mroczne imperium

 

 

Wreszcie udało mi się przeczytać książkę, która fabularnie otwierała w uniwersum 40k erę po otwarciu się Cicatrix Maledictum. Nie jest to niestety najlepsza książka spod znaku Czarnej Biblioteki. Generalnie wygląda trochę jak zlepek kilku pomysłów, w dodatku niestety niedokończonych. Najciekawiej wyglądał wątek na Iax, ale ten został porzucony już w połowie książki. Dialogi są słabe, postacie się nie rozwijają… ale jest tu całkiem pocieszny moment z Wielkimi Demonami Nurgla, jest sporo informacji o fundamentalnych wydarzeniach po otwarciu się Wielkiej Wyrwy, nie potrafię więc odrzucić tej książki totalnie. Spodoba się jednak chyba tylko fanom uniwersum. 
5,5/10

Link to comment

Krew i żelazo

 

Zwięzła, poprawna, nieporywająca synteza historii II Rzeszy. Autorka nie posiada niestety porywającego pióra i stylistycznie jest tu średnio, ale i nie jakoś źle - mi po prostu te wszystkie krótkie zdania średnio pasują. 
6,5/10
 

  • Like 1
Link to comment

Rytm wojny 1

 

Pierwsza część „Rytmów wojny” mnie nie porwała, choć nie jest tu tak źle, jak w pierwszej części poprzedniego tomu, przy której prawie porzuciłem czytanie cyklu. Nie mogę napisać, że brakuje tu akcji: ona się zaczyna od pierwszego rozdziału od poważnej potyczki z siłami Odium która trwa chyba ponad 100 stron… a ostatnie 100 stron to już poważna bitwa. Tym niemniej jednak… no są tu duuże fragmenty wodolejstwa które nie jest chyba do końca usprawiedliwione potrzebami fabuły. Jest to porządny, nieporywający kawał literatury fantasy w stylu Brandona Sandersona, nic ponadto. 
6,5/10

Link to comment

Nasze imię Legion, nasze imię Bob

 

Książkę przeczytałem w trzy dni, co jest dla mnie obecnie naprawdę sporym osiągnięciem. Polecam ją więc gorąco, choć wcale nie jest ona pozbawiona wad. Największą z nich jest zakończenie - narracja nie kończy się żadną konkluzją, nawet cliffhangerem; wygląda to tak, jakby po zakończeniu rozdziału autor przypomniał sobie, że ma jakieś rachunki do zapłacenia i musi koniecznie szybko ją wydać. Czasem miałem też wrażenie, zawsze mnie irytujące, jakby bohaterom przezwyciężanie trudności szło za łatwo - nie jest to jednak nadmiernie częste. No i coś, co dla mnie wadą nie było, ale dla wielu może być: gwałtownych akcji jest tu mało, książka wypełniona jest… rozważaniami i swego rodzaju światotworzeniem.
Nie chcę tu pisać o fabule, mam zresztą pretensję do wydawców, że w swoich naokładkowych skrótach zdradzają za wiele. Bohaterem na początku książki jest Bob: jego startup właśnie niesamowicie wypalił i zrobił go bardzo, bardzo bogatym człowiekiem. Akcja jest na początku fantastyką bardzo bliskiego zasięgu: jedynym novum jest tu startująca właśnie technologia hibernacyjna. I nasz Bob właśnie powierzył jej swoją przyszłość. A potem jest oryginalnie, niesztampowo, zabawnie, eksploracyjnie i KOSMICZNIE. 
Jestem zakochany. 

8/10

  • Like 1
Link to comment

Gdyż jest nas wielu

 

To druga część cyklu Bobiwersum, po „Nasze imię Legion…”. Ledwo skończyłem pierwszego ebooka (bo w tej postaci to czytałem), kupiłem i przeczytałem następnego. I nadal jestem bardzo zadowolony, choć zastrzeżeń trochę przybyło. 
 

Nadal to jest wspaniała przygoda i zabawa w eksplorowanie Drogi Mlecznej (no, na razie bliskich okolic naszego układu). Transhumanizm, wojna w kosmosie, terraforming, kontaminacje kulturowe, androidy, no jest tu upchnięte mnóstwo motywów z klasycznego s-f… a z uwagi na strukturę narracji, to wszystko się tu nie gryzie, wszystko to znakomicie się uzupełnia. 
 

Jest jednak kilka skaz na tym obrazie. Do tych, które opisałem wcześniej, dorzucę jeszcze dwie. Po pierwsze, autor beztrosko wiesza sobie na ścianie strzelby Czechowa i ich nie odpala. Jest taka jedna, zawieszona już na początku pierwszego tomu, która jest doskonale zapomniana: Bob miał przecież potężne nerwowe załamanie po katastrofie jego związku (z Jane? Tak chyba miała na imię dziewczyna, którą matka Boba chciała zabić). I nie ma po tym śladu na żadnej następnej stronie obu książek. 
 

Po drugie, jest też kwestia samych głównych bohaterów. Oni się podobno różnią… ale tego za bardzo nie widać. Najbardziej boli mnie Mario: miał to być odludek i mizantrop. No, początek był obiecujący, ale w drugim tomie Mario jest znakomicie zsocjalizowany i nikt tej zmiany jakoś nie komentuje….

 

Tym niemniej: naprawdę gorąco polecam. To jest porządne, bardzo dobrze zaplanowane s-f. 
 

7,5/10

  • Like 1
Link to comment

Richard Hooker - M.A.S.H.

 

Po krótce: dla tych, którzy oglądali i lubi serial oraz tych którzy obejrzeli film (i im się spodobał) to takie 7-8/10. Jeśli ktoś nie przepadał, nie zna, nie interesuje go klimat wojna+ludzie, to niech lepiej nie sięga, bo się zanudzi :)

  • Like 1
Link to comment

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Loading...
  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...