Jump to content

Feanor

Przyjaciel Forum
  • Posts

    10960
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    112

Feanor last won the day on September 7

Feanor had the most liked content!

About Feanor

  • Birthday 04/10/1974

Informacje

  • Wersja
    FM 2012
  • Klub w FM
    Ałania Władykaukaz
  • Ulubiony klub
    Liverpool FC
  • Skąd
    Chodziez
  • Płeć
    Mężczyzna

Kontakt

  • Website URL
    http://minaskolmar.blogspot.com/

Recent Profile Visitors

30237 profile views

Feanor's Achievements

Prezes

Prezes (15/15)

7.3k

Reputation

  1. Feanor

    Wojsko

    Bo za szybko zrobiłeś magisterkę najwyraźniej tak jak mój kumpel, którego też zgarnięto. Ja zrobiłem naturalnie w ostatnim możliwym momencie (całość napisałem w ostatnim tygodniu sierpnia, broniłem gdzieś pod koniec września) i w międzyczasie Onyszkiewicz zrobił mi prezent.
  2. Feanor

    Wojsko

    A jesteś w rezerwie? Bo ja tak… aczkolwiek nigdy nie byłem w wojsku, bo Onyszkiewicz mój rocznik studentów od razu do rezerwy przerzucił. Ale trochę strach jest
  3. Błękitna zaraza Ojej. Zła passa Thorgala trwa. „Błękitna zaraza” jest komiksem bardzo słabym, może odrobinę lepszym od „Arachnei”… ale wynika to jedynie z bardzo klimatycznego wstępu z monologiem Jolana. Potem jest już tylko gorzej. Jolan bawiący się kiedyś w chirurgię plastyczną, teraz nawet nie próbuje odnaleźć sposobu na zwalczenie choroby, językowe problemy z „Arachnei” są tu jeszcze bardziej absurdalne (jednych mieszkańców krainy Zhar Thorgal rozumie, a innych zupełnie nie), struktura opowieści jest tu boleśnie prosta (quest w poszukiwaniu mędrca na górze? Oh please), Thorgal potrafi w kilka sekund opanować tajniki operowania lotnią (łącznie z lądowaniem precyzyjnym)… Końcowa przemiana księcia Zhar to już wisienka na torcie… 3,5/10
  4. Moiraine mnie zupełnie nie przekonuje, ale jednak podjarka:
  5. Feanor

    Gry bitewne

    Sierpień był w moim warsztacie mega pracowity https://minaskolmar.blogspot.com/2021/08/nie-taki-szary-sierpien.html?m=1
  6. Arachnea Ależ to jest słabe… Nowa podróż Thorgala, tym razem z rodziną, rozpoczyna się od najsłabszego jak dotąd odcinka sagi. Niemal wszystko na tej quasiatlantydzie jest złe. Thorgal nagle zapomina o latach doświadczeń i daje się pojmać niczym naiwna owieczka, król Drakon zdradza mu jak gdyby nigdy nic najtajniejsze sekrety wyspy a Thorgal oczywiście go rozumie, bo król zapewne zna język Północy (tak jak wszyscy jego poddani zresztą, pomimo tysiącletniej izolacji). Arachnea jest najgłupiej wyglądającym antagonistą ever, a na koniec mamy jakąś megaabsurdalną scenę z duszami i lawą. Tylko sentyment utrzymał we mnie chęć lektury… i strona plastyczna (choć ta Arachnea… ) 3/10
  7. Pretorianie „Pretorianie” należą do interesującego typu książek popularnonaukowych, które są bardziej naukowe, niż popularne. Czyta się je nadal dobrze, ale czytelnik znajduje w nich takie niepokojące dla laika rzeczy jak dyskusja naukowa w przypisach (czy w ogóle przypisy… i to w zacnej liczbie). Cierpi na tym zapewne trochę jej inkluzywność, ale szczerze mówiąc, mało mnie to obchodzi Tytuł ten mówi naprawdę sporo o gwardii cesarskiej, a niektóre tej książki fragmenty vyły dla mnie zupełną nowością (jak cywilne zadania pojedynczych pretorianów wysyłanych do prowincjonalnych miasteczek Imperium. Polecam. 8/10
  8. Invincible 2 Druga zbiorówka Niezwyciężalnego zrobiła mi dokładnie to, co pierwsza: najpierw zaskoczyła przeciętnością, by następnie podstępnie wciągnąć w to trykotowe uniwersum. Początek jest banalny, opada kurz po szoku z końcówki tomu pierwszego. Gdzieś w okolicach 17. „rozdziału” byłem pewny, że części następnej nie kupię. A potem… te wrzucane od niechcenia nowe wątki, ta zagęszczająca się fabuła, ta coraz fajniejsza kreska i kolory, ten nagły odskok z Allenem… jestem zauroczony! Chyba jednak kupię następny tom, cholera. 8/10
  9. Już skasowane, a i nawiązania (chyba, nie oglądałem) luźne. Ale jakiś czas temu niezawodny Cage zagrał w Kolorze nie z tego świata
  10. Lovercraft jest imho zasadniczo niefilmowalny, chyba że mówimy o kinie klasy D. A Asimov to gość, który wprowadzał mnie w sf, cykl fundacyjny uwielbiam (Roboty trochę mniej). A poza tym, to nie zgodzę się, że „tylko Lovercraft”. Czeka też „Koło Czasu” (już niedługo), „Czarna Kompania” (jakie to mogłoby być dobre…. ale to mało prawdopodobne, tam wielka batalistyka jest), Malazan (w to to już w ogóle nie wierzę), „Wieczna wojna” (tu były jakieś pogłoski), Lema jest sporo nieruszonego przez kino super materiału (Eden, Niezwyciężony)…
  11. Klatka Pierwszy raz w czasie mojej thorgalowej rekonstrukcji mogę napisać: męczyłem się. Dobre są tu rysunki i nic więcej. Nic. To zresztą zbieranie plonów dawnej decyzji autorów o odejściu Thorgala od rodziny: reunion po tak absurdalnym zwrocie akcji był bardzo trudny do wykonania bez absurdalnych fikołków… no i van Hamme moim zdaniem nie zdołał tego zrobić dobrze. Na dodatek: antagoniści są tu beznadziejni, cały czas czujemy, że to ludzie kilka klas słabsi od samego Thorgala, a co dopiero całej tej niesamowitej familii. 4/10
  12. Wewnętrzny hejp się rozpędza. Szanse na to, że to będzie super nie są wysokie, ale i tak mam podjarkę, książka była jedną z legend mojej młodości ("Fundację i Imperium" przeczytałem w jeden dzień, chyba nigdy później czegoś takiego nie powtórzyłem).
  13. Saga winlandzka, tom 8 Myślę, że to jeden ze słabszych tomów sagi, co nie znaczy oczywiście, że uważam ten komiks za słaby (poprzeczka jest po prostu wysoko podniesiona). Tempo fabuły wyraźnie zwolniło, od czasu kulminacji w Danii mamy wieeele stron spuszczania ciśnienia (co koreluje z nagłym pacyfizmem Thorfinna). Jest w tym zresztą sporo uroku, sposób wprowadzenia nowej bohaterki cyklu (Gudridur) ociera się o mistrzostwo, a rozważania nad obowiązkiem zemsty w ogóle są jednym z lepszych fragmentów całej sagi. Tym niemniej, bywało lepiej. 7,5/10
  14. Cholula 1519 Co to jest za przedziwna książka… Roman Warszewski ma z pewnością talent, czyta się jego książki bez szczególnego znużenia, tematy które podejmuje są fascynujące… ale… Ale nie potrafię dobrze ocenić Choluli. Trochę za irytujące mnie zabawy z czasem (większość napisał w czasie przeszłym, w pewnym momencie wskakuje mu jednak teraźniejszy i jedzie z nim chyba cały rozdział. Bardziej za te wszystkie jego rekonstrukcje rozmów i wydarzeń (pan Roman powinien pisać książki przygodowe), które nijak się mają do książki habekowej. Najbardziej za to, że 1/5 książki… jest nie na temat, bo nagle z Meksyku przeskakujemy do starcia… w Cajamarce Niedostrzeżenie ospy w gronie przyczyn triumfu konkwisty też nie pomaga. 4,5/10
  15. Wspomnienie lodu. Jasnowidz Ponowne wkraczanie w świat dawnych fascynacji nie zawsze bywa nostalgiczną fiestą. Dokończenie „Wspomnienia lodu” było dla mnie bardziej stypą. Dotychczasowe tomy sztandarowego cyklu Stevena Eriksona zdawały egzamin czasu. Nie była to może taka mentalna uczta jak kiedyś, ale dobrze się bawiłem… do teraz. Co prawda niejasno pamiętam, że i za pierwszym razem trzeci tom „Malazańskiej” był jakiś taki słabszy, ale dzisiaj, dzisiaj jest dla mnie niemal fatalny. Niemal, bo książka broni się fajnym światotworzeniem, tą całą historią rzuconą na oś czasu długą na trzysta tysięcy lat, ciągle występuje tu kilka fajnie wykreowanych postaci (i jedna zbiorowa, Pospolitacy!), ale wszystko to ginie w masywnym, ogarniającym wszystko oceanie patetycznego słowotoku, który słowo „niestrawny” wpędza w kompleksy. Tego się nie da chyba czytać na trzeźwo. W dodatku jest to wszystko zawieszone na fabularnej konstrukcji, w której co kilkadziesiąt stron bohaterowie robią coś tak dziwnego, że musiałem robić postoje, by schłodzić mózg. Taki Sójeczka, który odmawia magicznego leczenia, bo ciągle jest zajęty - romansem z mrocznoelfosmokiem na przykład. 5,5/10
×
×
  • Create New...