Jump to content

Feanor

Przyjaciel Forum
  • Posts

    11086
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    173

Feanor last won the day on September 5

Feanor had the most liked content!

About Feanor

  • Birthday 04/10/1974

Informacje

  • Wersja
    FM 2012
  • Klub w FM
    Ałania Władykaukaz
  • Ulubiony klub
    Liverpool FC
  • Skąd
    Chodziez
  • Płeć
    Mężczyzna

Kontakt

  • Website URL
    http://minaskolmar.blogspot.com/

Recent Profile Visitors

30873 profile views

Feanor's Achievements

Prezes

Prezes (15/15)

7.5k

Reputation

  1. Universal War 1, tom 2 Ufff, ile tu rzeczy się dzieje! Generalnie Bajram ma wielką odwagę w niszczeniu plot armoru, odwagę na kosmiczną skalę. I co prawda nie rozumiem tak do końca, jak możliwy był ostatni twist fabuły, ale doceniam kunsztowność tej całej czasowej układanki. Polecam. 8/10
  2. Tak, Wojna Makowa lepsza. Ale też Cień jest trochę inny, bardziej nastawiony na Świat niż na Bohatera.
  3. Wyrok walkirii Na chwilę powróciłem do swej podróży po Tholgarwersum… na chwilę, bo dużo więcej nowych albumów nie mam, przynajmniej na razie. Tym razem wróciłem do subserii o Kriss de Valnor. Ta nadal jest przed sądem Frei, dzięki czemu przeżywamy drugą i ostatnią retrospektywę losów ulubionej femme fatale cyklu. Wszystko kończy się swoją drogą pierwszymi scenami z legendarnych „Łuczników” i nie będę się krył, dreszcz nostalgii mnie przeszedł. Czyta i ogląda się to dobrze, Kriss jest pogłębiona, aczkolwiek wcale nie usprawiedliwiana - Sigwald za to jest jeszcze sympatyczniejszy niż kiedyś. Narracja nie jest szczególnie zagmatwana, ale ten twist na końcu związany z wcześniejszą propozycją de Valnor wobec Kuglarza bardzo smaczny. 7,5/10
  4. Universal War 1, tom 1 Świetna rzecz! Niby nic bardzo odkrywczego, ale granie motywami, które co jakiś czas obijają się o strony esefowych wydawnictw jest tu podane rozsądnie i smacznie. Mamy wojnę kosmiczną, mamy bandę autsajderów, mamy Tajemnicę, mamy zabawy z czasem… Może wyraziści bohaterowie wpływają na tę moją ocenę? Są co prawda zbudowani prosto, każdy wokół jednego pomysłu… ale są zbudowani fajnie, przekonująco. Kreska jest taka jak lubię, trochę z Wieczną Wojną mi się kojarzy. Polecam! 8,5/10
  5. Cień utraconego świata Ta książka ma wiele plusów i kilka minusów. Ale minusy są sporej wielkości. Generalnie wiele jest tu rzeczy, które do mnie trafiają. Jest wielowątkowość, z czterema generalnie POV. Jest głębokie zakotwiczenie w historii uniwersum. Jest mocno zaplątana intryga z kilkoma mocnymi twistami (najlepszy ten na końcu). Jest mapa :) Pan Islington powybierał wiele pasujących mi cegiełek z innych cykli fantasy i użył ich u siebie… i w ogóle nie mam mu tego za złe. No, może sha’teth w czarnych kapturach są już naprawdę zbyt zgraną kartą. …ale… No nie mogę odpędzić myśli, że wiele kartek zapełnionychh jest jakąś tam niedojrzałością, cukierkowatością. Bohaterowie zachowują się zazwyczaj zgodnie z szablonową szlachetnością lub jej odwrotnością. O traumatycznych wydarzeniach potrafią beztrosko zapominać. Jeżeli już ktoś tu się zmienia, to pod wpływem magicznego nakazu. Trochę to jednak teen fantasy jest chyba :/ No i jeszcze taki drobiazg: no niby jest epicko, ale na mapie tylko pięć królestw i jedno wspomniane mimochodem jeszcze. No mnie to też uwiera :) Ale chyba wezmę się za drugi tom, bo sama nić fabuły utkana jest ciekawie. 6,5/10
  6. Gdyż jest nas wielu To druga część cyklu Bobiwersum, po „Nasze imię Legion…”. Ledwo skończyłem pierwszego ebooka (bo w tej postaci to czytałem), kupiłem i przeczytałem następnego. I nadal jestem bardzo zadowolony, choć zastrzeżeń trochę przybyło. Nadal to jest wspaniała przygoda i zabawa w eksplorowanie Drogi Mlecznej (no, na razie bliskich okolic naszego układu). Transhumanizm, wojna w kosmosie, terraforming, kontaminacje kulturowe, androidy, no jest tu upchnięte mnóstwo motywów z klasycznego s-f… a z uwagi na strukturę narracji, to wszystko się tu nie gryzie, wszystko to znakomicie się uzupełnia. Jest jednak kilka skaz na tym obrazie. Do tych, które opisałem wcześniej, dorzucę jeszcze dwie. Po pierwsze, autor beztrosko wiesza sobie na ścianie strzelby Czechowa i ich nie odpala. Jest taka jedna, zawieszona już na początku pierwszego tomu, która jest doskonale zapomniana: Bob miał przecież potężne nerwowe załamanie po katastrofie jego związku (z Jane? Tak chyba miała na imię dziewczyna, którą matka Boba chciała zabić). I nie ma po tym śladu na żadnej następnej stronie obu książek. Po drugie, jest też kwestia samych głównych bohaterów. Oni się podobno różnią… ale tego za bardzo nie widać. Najbardziej boli mnie Mario: miał to być odludek i mizantrop. No, początek był obiecujący, ale w drugim tomie Mario jest znakomicie zsocjalizowany i nikt tej zmiany jakoś nie komentuje…. Tym niemniej: naprawdę gorąco polecam. To jest porządne, bardzo dobrze zaplanowane s-f. 7,5/10
  7. Nasze imię Legion, nasze imię Bob Książkę przeczytałem w trzy dni, co jest dla mnie obecnie naprawdę sporym osiągnięciem. Polecam ją więc gorąco, choć wcale nie jest ona pozbawiona wad. Największą z nich jest zakończenie - narracja nie kończy się żadną konkluzją, nawet cliffhangerem; wygląda to tak, jakby po zakończeniu rozdziału autor przypomniał sobie, że ma jakieś rachunki do zapłacenia i musi koniecznie szybko ją wydać. Czasem miałem też wrażenie, zawsze mnie irytujące, jakby bohaterom przezwyciężanie trudności szło za łatwo - nie jest to jednak nadmiernie częste. No i coś, co dla mnie wadą nie było, ale dla wielu może być: gwałtownych akcji jest tu mało, książka wypełniona jest… rozważaniami i swego rodzaju światotworzeniem. Nie chcę tu pisać o fabule, mam zresztą pretensję do wydawców, że w swoich naokładkowych skrótach zdradzają za wiele. Bohaterem na początku książki jest Bob: jego startup właśnie niesamowicie wypalił i zrobił go bardzo, bardzo bogatym człowiekiem. Akcja jest na początku fantastyką bardzo bliskiego zasięgu: jedynym novum jest tu startująca właśnie technologia hibernacyjna. I nasz Bob właśnie powierzył jej swoją przyszłość. A potem jest oryginalnie, niesztampowo, zabawnie, eksploracyjnie i KOSMICZNIE. Jestem zakochany. 8/10
  8. Rytm wojny 1 Pierwsza część „Rytmów wojny” mnie nie porwała, choć nie jest tu tak źle, jak w pierwszej części poprzedniego tomu, przy której prawie porzuciłem czytanie cyklu. Nie mogę napisać, że brakuje tu akcji: ona się zaczyna od pierwszego rozdziału od poważnej potyczki z siłami Odium która trwa chyba ponad 100 stron… a ostatnie 100 stron to już poważna bitwa. Tym niemniej jednak… no są tu duuże fragmenty wodolejstwa które nie jest chyba do końca usprawiedliwione potrzebami fabuły. Jest to porządny, nieporywający kawał literatury fantasy w stylu Brandona Sandersona, nic ponadto. 6,5/10
  9. Krew i żelazo Zwięzła, poprawna, nieporywająca synteza historii II Rzeszy. Autorka nie posiada niestety porywającego pióra i stylistycznie jest tu średnio, ale i nie jakoś źle - mi po prostu te wszystkie krótkie zdania średnio pasują. 6,5/10
  10. Mroczne imperium Wreszcie udało mi się przeczytać książkę, która fabularnie otwierała w uniwersum 40k erę po otwarciu się Cicatrix Maledictum. Nie jest to niestety najlepsza książka spod znaku Czarnej Biblioteki. Generalnie wygląda trochę jak zlepek kilku pomysłów, w dodatku niestety niedokończonych. Najciekawiej wyglądał wątek na Iax, ale ten został porzucony już w połowie książki. Dialogi są słabe, postacie się nie rozwijają… ale jest tu całkiem pocieszny moment z Wielkimi Demonami Nurgla, jest sporo informacji o fundamentalnych wydarzeniach po otwarciu się Wielkiej Wyrwy, nie potrafię więc odrzucić tej książki totalnie. Spodoba się jednak chyba tylko fanom uniwersum. 5,5/10
  11. Święto wiosny Nie wiem, dlaczego tak długo zwlekałem z przeczytaniem tej książki. Jest znakomita, błyskotliwa. Opis związków intelektualnego klimatu początku XX wieku z Wielką Wojną i jej następstwami został tu zmieniony we wspaniałą literacką podróż, silnie zakotwiczoną w historii relacjami jej aktorów. Jedyny minus to jej za mała objętość - nie starczyło tu miejsca na wskazanie zderzenia się głównych bohaterów Wiosny z Wojną; zrywamy znajomość z Diagilewem, Niżyńskim i Strawińskim po przesławnej premierze by spotykać się z nimi już tylko incydentalnie. Ale to tylko drobiazg. Polecam! 9,5/10
  12. Dom Łańcuchów. Dawne dni Trochę już czasu minęło, ale moje odświeżanie cyklu malazańskiego nadal trwa. Tym razem za mną pierwsza część Domu Łańcuchów, która sama w sobie składa się z dwóch mniejszych etapów. Pierwszy z nich jest totalnie nową opowieścią o genezie Karsy Orlonga, opowieści która afaik nie spodobała się kiedyś fanom serii, bo (niesłusznie) kojarzyła im się z heroic fantasy spod znaku pewnego Cymmeryjczyka. Prawda jest taka, że po słabym poprzednim tomie, marsz Karsy był odświeżający, wraz z tymi ciągłymi pogłębieniami jego osoby. Etap drugi to już ciąg dalszy historii ze Sznura Psów zmieszanej z opowieścią o Heboriku - to też czyta się całkiem nieźle. Nie utknę więc i podążę dalej, może tym razem uda mi się przeczytać cały cykl? 7/10
  13. Myślę jednak, że to opowieści z mchu i paproci.
  14. Aktualnie doradza spadkobiercom Jarosława Kaczyńskiego, trwa tam poważna i dłuuuuga praca po niespodziewanej śmierci prezesa.
×
×
  • Create New...