Jump to content

Ralf

Użytkownik
  • Posts

    3446
  • Joined

  • Days Won

    1

Ralf last won the day on May 24 2020

Ralf had the most liked content!

Informacje

  • Wersja
    FM 2020
  • Klub w FM
    NK Solin
  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

Ralf's Achievements

Fizjoterapeuta

Fizjoterapeuta (8/15)

533

Reputation

  1. Hasło meczu? Zdecydowanie "Oddalają Szwedzi". Naprawdę Dariusz nie ma w zanadrzu żadnych synonimów, innych słów? Miło byłoby usłyszeć "wybijają rywale", "Szwedzi zażegnują zagrożenie", cokolwiek, byle nie po raz tysięczny ósmy "Oddalają Szwedzi".
  2. Najważniejszą kwestią, która przemawia na korzyść Euro 2016, jest to, że w obecnej (nie)dyspozycji lub tej sprzed trzech lat nie byłoby nawet mowy o pokonaniu Irlandii Północnej, bezbramkowym (dość pechowym, moim zdaniem) remisie z Niemcami i wygranej z Ukrainą, która mimo wszystko dosyć szarpała. Przy dzisiejszej formie kadry już po Niemcach bylibyśmy spakowani, a Ukraina nie miałaby większych problemów, by nas ograć, dokładnie tak, jak zrobiła to wczoraj Słowacja. Szczęście jest nieodłącznym elementem nie tylko piłki nożnej, ale i całego sportu, lecz samo szczęście nie wystarczy. Szczęście trzeba jeszcze umieć wykorzystać, a żeby to zrobić, niezbędna jest solidna forma, składna gra i mocne przygotowanie mentalne. A takie, odkąd pokochałem piłkę nożną, widziałem w naszej reprezentacji tylko raz - na Euro 2016 właśnie. Pozostałe turnieje to Dzień Świstaka.
  3. Z wyjątkiem roku 2016, reprezentacja Polski od lat jest dla mnie jedną wielką zagadką. Biorąc pod lupę tylko ten turniej: Finowie świętują swój historyczny, pierwszy w dziejach awans na wielką jakąkolwiek imprezę, po czym w swoim pierwszym meczu w historii na turnieju grają ambitnie, bez strachu, podania są pewne, akcje bardzo ładne, aż sam byłem pod wrażeniem, po czym finalnie wygrywają z faworyzowaną Danią, nie tracąc nawet bramki. Oczywiście można mówić, że w chwili, gdy padł gol, Duńczycy byli nadal wstrząśnięci po mrożących krew w żyłach scenach z Christianem Eriksenem i myślami byli z nim, a nie na murawie, ale Finowie grali dobrze jeszcze przed 43. minutą. To samo Macedończycy, którzy również debiutują na Euro - wprawdzie przegrali, i to wyraźnie, ale grali składnie, stwarzali zagrożenie i na pewno nie mają się czego wstydzić. Po czym na murawę wychodzi Polska. Drużyna, w której wielu zawodników ma już doświadczenie turniejowe, paru jeszcze z Euro 2012, a większość z nich sprzed pięciu lat, gdzie zagraliśmy świetny na nasze warunki turniej, a także z MŚ 2018 (pomijając fakt, że zakończonych klęską). I ta drużyna, za którą, w przeciwieństwie do "zielonych" Finów i Macedończyków, stoi niemałe doświadczenie z poprzednich imprez, kompletnie nie wie, co ma ze sobą zrobić, jak grać, jak podawać, grając taki piach, że już po pierwszym meczu skeczu można się śmiało pakować (jak w 2002, 2006, 2008 i 2018). Naprawdę nie rozumiem, co takiego mają nasi zawodnicy w atrybutach w swoich profilach, że każdy, nawet debiutujący Finowie i Macedończycy, potrafi grać niezłą piłkę, tylko reprezentanci Polski pełny paraliż. Z mojej strony to nie żaden hejt, ani kanapowe mędrkowanie, bo porażki ze Słowacją spodziewałem się jeszcze przed meczem, tylko czyste rozważania. Bo naprawdę nie znam drugiej takiej drużyny, która w eliminacjach potrafi pokazać zęby i zagrozić każdemu, a na turnieju błąd goni błąd i mamy dramat w trzech aktach. Tyle dobrze, że to, co wydarzyło się trzy lata temu w Rosji, skutecznie wybiło mi z głowy wiarę, że po Euro 2016 wreszcie mamy drużynę z prawdziwego zdarzenia, bo teraz przynajmniej ani się nie denerwuję, ani nie smucę, tylko rozkładam ręce, gdy realizuje się to, czego spodziewałem się od samego początku.
  4. Od razu wstałem z miejsca, jak tylko zobaczyłem Eriksena, który kilka sekund temu dreptał w stronę linii bocznej, leżącego teraz nieruchomo na murawie z otwartymi oczami. A potem zamarłem widząc, jak odwracają go na plecy i zaczynają uciskać klatkę piersiową. Bardzo poważne i przejmujące sceny, aż nie wierzyłem, że to się dzieje naprawdę, mimo że dobrze wiem, że takie sytuacje zdarzały się w przeszłości. Wprawdzie pokręciłem głową, gdy komentator powiedział po kilku minutach, że reanimacja trwa już bardzo długo, bo może ona trwać nawet kilkadziesiąt minut, ale widząc, że cały czas uciskają klatkę piersiową, mimowolnie martwiłem się coraz bardziej. Dobrze, że dość szybko przywrócili pracę serca, bo przy samodzielnym krążeniu mózg zawsze będzie lepiej zaopatrywany w tlen. A gdyby, nie daj Boże, po 40 minutach nadal nie było nawet efektu hemodynamicznego, Euro 2020 zaczęlibyśmy od tragedii na boisku...
  5. No to teraz Mateusz Borek może błyszczeć wymienianiem z pamięci na wizji wyjściowego składu Koeri Południowej z MŚ '34
  6. Ralf

    Peak Label

    Repaired To przez Stjepana; tak ziało od chłopa Peak Labelem, że nieźle nas ścięło z Dariuszem i ledwo widziałem, co piszę
  7. Ralf

    Peak Label

    Na początku Euro 2020 ani Mia, ani Stjepan, który dał się skusić, by wpaść do nas mecz i flaszkę Peak Labela (w czasie jego obecności siedzieliśmy z Mią po przeciwnych stronach stołu, udając zwykłych znajomych), ani ja z Darkiem nie mieliśmy powodów do radości. Najpierw Chorwacja niestety przegrała w Rzymie 1:3 z Włochami, a później w swoim pierwszym meczu reprezentacja Polski uległa w Monachium Niemcom 1:2, tracąc dwie bramki w pierwszym kwadransie, za to w drugiej połowie głową po rzucie rożnym kontaktowego gola zdobył Robert Lewandowski. Formalności przed startem nowego sezonu ruszyły z kopyta. Mocna postawa w minionej kampanii i otarcie się o awans do ekstraklasy zaowocowało tym, że Solin zyskał co nieco na reputacji. Poznaliśmy również, zgodnie z zapowiedzią, terminarz na 2020/21, a początek będziemy mieli niezmiernie ciężki, gdyż na dzień dobry miało czekać nas wyjazdowe starcie z broniącym tytułu Dinamem II, a w drugiej kolejce pojedynek z Varaždinem, spadkowiczem z Prvej Ligi. Gdy zapoznaliśmy się z przesłanym nam przez ZPN rozkładem jazdy, prezes Bardić potwierdził, że naszym podstawowym celem będzie zakończenie rozgrywek w górnej połowie tabeli, a także awans minimum do drugiej rundy Hrvatskiego Kupu. W trakcie drugiej tury spotkań fazy grupowej Euro 2020 dla odmiany regularnie wybuchały ryki radości. Chorwacja odbudowała się po porażce z Włochami i pewnie ograła w Baku Gruzję 3:0 – tym razem Stjepan przesadził trochę z alkoholem, złapał blackout i nie chciał dać się dobudzić, więc ja pościeliłem prowizorycznie kanapę i postawiłem miskę obok, a Dariusz przeciągnął go po ziemi chwytem Rauteka i położył do snu. 20 czerwca z kolei Polska również wzięła się w garść i w Budapeszcie zdecydowanie pokonała 3:0 Węgry po trafieniu Zielińskiego i dwóch golach Lewandowskiego, wracając do gry o 1/8 finału. – Gdy pójdziemy do łóżka, strzelę ci dzisiaj tyle goli, ile moi rodacy w Budapeszcie – szepnąłem Mii na ucho, gdy po meczu szedłem odprowadzić Darka. – W końcu jestem Polakiem, to zobowiązuje. Mia zarumieniła się i uśmiechnęła w ten swój charakterystyczny sposób. To była intensywna noc.
  8. Ralf

    Peak Label

    Choć właśnie zaczęły się wakacje, a w związku z nimi miałem więcej czasu na to, by wypić z Darkiem, wyrwać się gdzieś po cichu z Mią lub skoczyć w trójkę do Splitu na kilka drinków, nie oznaczało to, że nie brakowało kolejnych problemów. 7 czerwca kontrakt z Solinem podpisał Matija Čmercnjak (30 l., Asystent, Chorwacja), który został mianowany nowym asystentem drużyny U-19, a ja od razu zacząłem zastanawiać się nad zaproponowaniem mu natychmiastowego awansu na mojego asystenta w pierwszym zespole. Okazało się bowiem, że poza niemożnością zatrzymania w Solinie Repicia i Llanosa, lada chwila zostanę bez najbliższego współpracownika, ponieważ z końcem czerwca wygasał kontrakt Dalibora "Dalego" Filipovicia, a ten nie chciał zachowania swojej obecnej pensji, lecz oczekiwał podwyżki. Dali rozczarował mnie o tyle, że był w klubie dłużej ode mnie, więc tym bardziej powinien znać realia finansowe Solina, ale nie zmieniało to faktu, że osiągnięcie porozumienia było niemożliwe. Sezon zakończył się kilkanaście dni temu, a tymczasem już niebawem ZPN miał ogłosić terminarz rozgrywek ligowych na sezon 2020/21, w tym również Drugiej HNL. Sporo uwagi przyciągał NK Varaždin, który miał być tegorocznym spadkowiczem z ekstraklasy, tak że wiedziałem już, kto, poza zespołami, z którymi biliśmy się w tym roku w czołówce, będzie naszym najtrudniejszym rywalem. A lada dzień zaczynało się Euro 2020, na którym wystąpić miała zarówno reprezentacja Chorwacji w grupie A, jak i Biało-czerwoni w grupie F, wraz z Czechami, Niemcami i Węgrami. Nic dziwnego, że Solin powoli zapełniał się akcentami nadchodzącego turnieju, a ja, Mia i Dariusz ostrzyliśmy sobie zęby na wspólne oglądanie meczów.
  9. Ralf

    Peak Label

    Awans był mniej niż rzut pustą puszką po piwie od nas Wynik rozstrzygnęło wprawdzie pudło Tomicia na sam koniec, ale do awansu wystarczyłoby nam, gdyby jedenastkę wykorzystał Vulikić w siódmej serii - najpierw Topić obronił strzał rozpoczynającego siódmą kolejkę Finticia, a gdyby po nim Vulikić strzelił do siatki, zamiast podać piłkę bramkarzowi do rąk, wygralibyśmy i teraz głowiłbym się nad przygotowaniem zespołu do debiutu w Prvej Lidze. Oczywiście, że zostaję w Solinie. To dopiero pierwszy sezon, w trakcie którego tak naprawdę cały czas poznawałem ten zespół, a zawodnicy wpasowywali się w taktykę. Nigdzie się teraz nie wybieram, bo polubiłem już ten zespół i nie przekonałem się jeszcze, jak daleko uda mi się z nim zajść. Poza tym, i tak mam teraz reputację, która nie pozwoliłaby mi znaleźć klubu nigdzie indziej poza angielską 6. ligą, a to jest już zbyt popularny kierunek, by mnie interesował Na tę chwilę jedynie okoliczności niezależne ode mnie, np. zmiana zarządu, który widziałby na moim miejscu swojego człowieka, bankructwo klubu lub zwyczajne zwolnienie mnie, są w stanie sprawić, że znajdę się gdzie indziej. Btw. Wybaczcie tę dwutygodniową przerwę. Jestem człowiekiem wielu zajęć, więc siłą rzeczy notorycznie brakuje mi na coś czasu, a do tego piszę jeszcze równolegle własną, autorską opowieść fabularną, co też mnie mocno pochłania. Gdy dodać do tego, że przerwy zimowe i letnie po zakończeniu sezonu w FM zawsze mnie rozleniwiają, efekt jest taki, a nie inny Niedługo ruszamy dalej z "Peak Label"!
  10. Ralf

    Peak Label

    Tak to jest, jak wpada się w tekstowy słowotok, a w trakcie redakcji dopisuje się dodatkowe słowa, nie wzmagając koncentracji, by nie strzelić byka stylistycznego Cóż, raz w roku nawet księdzu wolno. Dzięki, poprawione Na razie skupiałem się na przeglądzie kadry i ustaleniu, kto ma jeszcze przynajmniej rok kontraktu i mogę być o niego spokojny, a kogo stracę z początkiem lipca. Rynek transferowy będę przekopywał w następnej kolejności; tutaj pośpiechu nie ma - póki nie kliknę "Kontynuuj", póty mogę rozeznawać się do woli
  11. Ralf

    Peak Label

    Prawe skrzydło należało do Antonio Repicia, jednego z największych dzików Solina, który będąc w formie i rytmie meczowym z miejsca dodawał naszej drugiej linii i sile ofensywy dwie-trzy gwiazdki więcej, niż w sytuacji, gdy musiał pauzować z powodu kontuzji lub nadmiaru kartek. Wahania formy zdarzały się czasem Antonio, tak jak i reszcie drużyny, ale problem mieliśmy zupełnie inny. W czerwcu Repiciowi wygasał kontrakt, a Antonio, choć był chętny zostać w klubie, zażądał pensji, która na tę chwilę znacząco przekraczała nasze skromne możliwości płacowe. Oznaczało to niestety, że choć był to jeden z kluczowych zawodników zespołu, w przyszłym sezonie nie będzie już reprezentował barw Solina. Na tę chwilę do roli podstawowego prawoskrzydłowego musiał szykować się więc Grubisić, który był dobrym zawodnikiem, ale musiał jeszcze sporo popracować, by dorównać Repiciowi. Środek pola przez większość sezonu był naszą mocną stroną. Grali tu świetnie spisujący się Barisić i Kacunko, którzy zajęli odpowiednio pierwsze i trzecie miejsce w nagrodzie dla Młodego Piłkarza Roku Drugiej HNL. Obaj grali jak prawdziwe dziki, uzupełniając się nawzajem, popisując się kluczowymi podaniami i kilkoma ważnymi golami, którymi najbardziej imponował Kacunko, którego jedno z trafień zostało uznane Bramką Sezonu. Niestety i tutaj nie wszystko było różowe, bo choć Barisicia mogliśmy być pewni, to po pierwsze Antonio Kacunko zimą podpisał wstępny kontrakt z Hajdukiem i niebawem mieliśmy go stracić, a po drugie sytuacja z Llanosem, którego przymierzałem do załatania dziury w pomocy, była identyczna jak z Repiciem, więc i naturalizowany Kolumbijczyk miał nas wkrótce opuścić po wygaśnięciu kontraktu i z powodu niemożności spełnienia jego oczekiwań finansowych. W tej sytuacji, gdyby nie udało mi się nikogo sprowadzić, o miejsce u boku Barisicia rywalizować mieli Mislav Pezo, który dał kilka obiecujących występów, a także Luka Dadić. W przypadku Luki sytuacja była dość skomplikowana. Kiedy obejmowałem drużynę, był on wskazywany jako jeden z najważniejszych zawodników Solina; problem tkwił w tym, że w ogóle nie pokazywał tego ani na boisku, ani tym bardziej na treningach. W pewnym momencie wypożyczyłem go do Zagory, by tam mógł więcej pograć, a obecnie pozostawało mi mieć nadzieję na to, że po wakacjach uda mi się w końcu wyciągnąć z Dadicia jego potencjał, którego dotąd nie ujawniał, i zyskam godnego następcę Kacunki, którego będzie nam bardzo brakowało. Robi Obrstar, wicekapitan Solina, był moim drugim transferowym sukcesem minionego sezonu, a także niemal dosłownie lustrzanym odbiciem Repicia, tylko miał ciut więcej wahań formy. Słoweniec jednak nadal był związany ważnym kontraktem z klubem, więc po wakacjach nadal mogłem na nim polegać i wierzyłem, że da drużynie przynajmniej tyle samo, ile dawał teraz. Basić-Šiško dużo lepiej spisywał się jako zmiennik, aniżeli zawodnik podstawowej jedenastki, co nie odbierało mu jego zasług, bo pod koniec sezonu mocno przyczynił się miejsca na podium, które finalnie zajęliśmy w Drugiej HNL, a jego zaletą było też to, że mógł uzupełniać dziury tak na lewej, jak i na prawej stronie pomocy. Karlo Vidović był zawodnikiem z potencjałem, który miał w tej kampanii kilka mocnych momentów, ale niestety spore problemy z kontuzjami sprawiły, że nie zagrał tyle, na ile zasługiwał. A zasługiwał na więcej, co potwierdził w rewanżowym spotkaniu barażu o Prvą Ligę, gdzie w końcówce zdobył gola; pomimo faktu, że chwilę później opuścił boisko z drugą żółtą kartką. W tym sezonie fantastyczny duet w ataku utworzyli Jelavić z Maroviciem – pierwszy pełnił rolę egzekutora, strzelając mnóstwo ważnych goli i zostając Królem Strzelców Drugiej HNL, zaś nasz kapitan wykorzystywał swoje warunki fizyczne (aż 203 cm wzrostu!), by wygrywać kluczowe pojedynki główkowe i w ten sposób odgrywać piłki czy to partnerowi w ataku, czy innym zawodnikom, np. Antonio Kacunko, który zwykle odpalał wtedy bomby zza pola karnego. Dziennikarze sportowi nadgorliwie zwracali wprawdzie uwagę na długi okres bez zdobytej bramki Marovicia, ale tak długo, jak tylko pomagał stwarzać przewagę w ofensywie i kreował kolegom sytuacje strzeleckie, nie zwracałem uwagi na tę drobnostkę, gdyż to właśnie były jego główne zadania, z których wywiązywał się nienagannie. Podstawowym zmiennikiem powyższej pary był wypożyczony z Hajduka Memaj, Albańczyk z kosowskim paszportem, z którego w gruncie rzeczy byłem zadowolony i nie miałbym nic przeciwko, by dołączył do Solina na stałe, a gdyby to było niemożliwe, by udało się go wypożyczyć na kolejny sezon. W przeciwnym wypadku czekało mnie kolejne zmartwienie o zabezpieczenie formacji ataku. Na wylocie z klubu był z kolei Vlatko Simunać, który na boisku, poza krótkim epizodem z jesieni, nie prezentował absolutnie niczego nadzwyczajnego, a do tego koszmarnie obijał się na treningach i irracjonalnie wyskoczył w pewnym momencie z żądaniem abstrakcyjnej podwyżki. Wszystko to zaowocowało tym, że bez żalu wystawiłem Simunacia na listę transferową, zamierzając się go pozbyć i sprowadzić w jego miejsce kogoś z większymi ambicjami i chęciami do gry
  12. Ralf

    Peak Label

    Kiedy już omówiłem wszystkie tematy z Zoranem Bardiciem, na popołudnie zaprosiłem Dalego do siebie do domu, gdzie przy flaszeczce dobrze schłodzonego Peak Labela mieliśmy dokonać oceny całej kadry i poszczególnych formacji. Paradoksalnie brak awansu do ekstraklasy ułatwiał nam trochę życie, gdyż nie musieliśmy się martwić sprostaniem wyzwaniu gry w Prvej Lidze w sytuacji, gdy mieliśmy na głowie poważne problemy, mające swoje źródło w kwestiach finansowych. Naprawdę im bardziej chłonąłem po barażowym dwumeczu, tym bardziej odczuwałem ulgę, że ostatecznie przegraliśmy awans do ekstraklasy. Choć na początku się tego nie spodziewałem, na podstawowego bramkarza Solina wysunął się Ante Topić, który jeszcze latem dobijał mnie szczególnie nagminnym przepuszczaniem uderzeń z dystansu, ale nieoczekiwanie mocno się poprawił, tak że w pewnym momencie bez problemu zdystansował Josipa Bendera, który bronił przeciętnie, a więc bez rewelacji. Petara Kovacia ściągałem do klubu w trybie awaryjnym do zabezpieczenia wątłej obsady bramki na wypadek kontuzji, więc brak gry w meczach o stawkę ani trochę Petarowi nie przeszkadzał, ale odkąd w młodzieżówce eksplodował talent młodziutkiego Duje Biuka, który już teraz był w stanie z powodzeniem wspierać naszą bramkę, a do tego miał już nie najgorszy debiut w pierwszym zespole, nie widziałem dłużej miejsca w zespole dla Kovacia. Na przyszły sezon o miejsce na ławce rywalizować mieli zatem Bender i Diuk. Nie oznaczało to jednak, że przyszłość Topicia w zespole była pewna i niezagrożona – doszły mnie bowiem słuchy, że Ante podobno niezbyt za mną przepada, a w rozmowach z kolegami z drużyny kwestionuje moje menedżerskie kompetencje. Nie wykluczałem zatem, że w pewnym momencie przygoda Topicia z Solinem będzie musiała dobiec końca; nie oczekiwałem, że wszyscy będą mnie kochać, ale nie zamierzałem tolerować zawodnika, który swoich prywatnych opinii nie zachowuje dla siebie, lecz dzieli się nimi w szatni, próbując mącić wodę. No i zwyczajna ludzka kwestia, że nie palisz się do dalszej pracy z kimś, kto nie darzy cię szacunkiem. Krštulović-Opara okazał się moim pierwszym transferowym sukcesem, gdyż Ivan szybko stał się podporą prawej obrony Solina, sumiennie wspierając akcje ofensywne i naszych skrzydłowych, a w defensywie, poza pojedynczymi kosztownymi błędami, typowymi dla drugiej ligi, imponował pewnością i stanowczością. Jego zmiennikiem był Mornar, wystawiany przeze mnie także na środku defensywy, który grał poprawnie, ale bez fajerwerków, więc gdyby tylko pozwalał mi na to fundusz płac, miałem zamiar rozejrzeć się za klasowym zmiennikiem dla Ivana. Jesienią cała trójka popełniała dość sporo błędów, które kosztowały nas wiele straconych bramek, a w konsekwencji punktów, ale od połowy sezonu Tomić i Vulikić się ustatkowali i utworzyli parę żelaznych stoperów, stanowiąc duet niemal nie do przejścia dla zawodników rywali. Jeśli tylko poprawią krycie i grę głową we własnym polu karnym, staną się wzorem gry obronnej Drugiej HNL. Toni Taras długo niczym specjalnym od Mateo i Stipe się nie różnił, ale w przeciwieństwie do nich nie wyzbył się błędów popełnianych w ustawieniu, co finalnie kosztowało go miejsce w wyjściowej jedenastce. Tutaj również potrzebne było poszerzenie ławki, ale tak samo na tę chwilę miałem związane ręce. Przez zdecydowaną większość sezonu Puljić mnie do siebie nie przekonywał, więc normalną koleją rzeczy pewne miejsce na lewej obronie miał Cindrić, który grał dobrze i, wzorem Ivana po przeciwległej stronie boiska, aktywnie współpracował z lewym skrzydłem, ale byłoby stać go na ciut więcej, zwłaszcza w grze obronnej. Musiałem jednak przyznać, że Puljicia mocno nie doceniałem, bo kiedy pod koniec sezonu przyszło mu zastąpić mającego problemy ze zdrowiem Juricę, Sime bardzo pozytywnie zaskoczył mnie swoją postawą, grając dobrze, z werwą i wpływając pozytywnie na wynik kilku ładnych spotkań. Gdybym miał możliwość zapewnić tej dwójce mocnego partnera do wprowadzenia rotacji, obsadę lewej obrony miałbym dopiętą.
  13. Ralf

    Peak Label

    – Mimo wszystko muszę ci powiedzieć, że obawiałem się mocno tego, jak będzie, ale teraz mogę odetchnąć z ulgą – mówił mi Zoran Bardić pierwszego czerwca, gdy rozgrywki w Chorwacji były już oficjalnie zakończone. – Okazało się, że w porównaniu do ciebie Tokić to był pieprzony amator, który nie ma pojęcia o prowadzeniu drużyny piłkarskiej. Dobrze, że go wypieprzyłem na zbity pysk, oraz że moja córka akurat wtedy w czerwcu zignorowała to, o co ją wiele razy prosiłem, i włóczyła się po knajpach po Splicie. Wetknął w swoje paskudne, mięsiste wargi nieodłączne cygaro, zaciągnął się, stłumił kaszel i powoli wypuścił dym. Sposób, w jaki mówił o swojej córce, z jakiegoś powodu skłonił mnie do myśli, co by sobie pomyślał, gdyby dowiedział się w tej chwili, że od kilku miesięcy spotykamy się z Mią i ze sobą sypiamy. Zachciało mi się nawet trochę śmiać, ale na szczęście zdołałem to bez problemu powstrzymać. – Już dawno tak szczęśliwie nie trafiłem, by nowicjusz, którego zdecydowałem zatrudnić, okazał się dobrze sobie poradzić – kontynuował. – A ty nie tylko sprawiłeś, że skończyliśmy w pierwszej trójce, ale otarliśmy się o ekstraklasę. Jasna cholera, gdyby tylko Vulikić nie podał w ręce bramkarza, tylko strzeliłby mocno i do bramki, po wakacjach przygotowywalibyśmy się do Prvej Ligi... – Niestety, na to nie miałem już wpływu – przyznałem, siedząc po drugiej stronie biurka. – Sam nie miałem pojęcia, że Stipe podchodząc do jedenastki pośle takiego zdechlaka, że nawet kobieta z kiosku w centrum Solina bez problemu chwyciłaby to w ręce. – Tym się nie przejmuj. Ani nie mam do ciebie o nic pretensji, ani nie załamuję rąk. Wykonałeś kawał kapitalnej roboty, a teraz może być tylko lepiej, skoro już w pierwszym sezonie, gdy z kolejnymi miesiącami dopiero poznawałeś drużynę, a drużyna ciebie, doprowadziłeś Solin do barażu o ekstraklasę. Po wakacjach nie będę wymagał od ciebie awansu, tego się nie bój; póki co wystarczy górna połowa tabeli, bo żeby powalczyć o Prvą Ligę, najpierw będziemy musieli się do tego przygotować, również finansowo. Tak że chciałbym, byś zwracał większą uwagę na fundusz płacowy... bla, bla, bla... Taaa, jasne. Przecież to jest takie proste i oczywiste... Król Strzelców Drugiej HNL, 2019/20: 1. Mario Jelavić – NK Solin – 19 goli w 28 występach 2. Dominik Dogan – HNK Cibalia – 13 goli w 28 występach 3. Dragan Juranović – NK Dubrava – 13 goli w 28 występach Menedżer Roku Drugiej HNL, 2019/20: Dino Babić – NK Sesvete Piłkarz Roku Drugiej HNL, 2019/20: Matej Cosić – NK Sesvete Młody Piłkarz Roku Drugiej HNL, 2019/20: 1. Mario Barisić – NK Solin 2. Edin Julardžija – Dinamo II 3. Antonio Kacunko – NK Solin Jedenastka Roku Drugiej HNL, 2019/20: Ante Topić – NK Solin Toni Gorupec – NK Rudeš Nasiru Moro – NK Sesvete Filip Hlevnjak – NK Sesvete Duje Manenica – NK Rudes Frane Vojković – NK Sesvete Matej Cosić – NK Sesvete Edin Julardžija – Dinamo II Robert Misković – Dinamo II Mario Jelavić – NK Solin Mihovil Geljić – NK Sesvete
  14. Ralf

    Peak Label

    Najpierw muszę dokonać przeglądu kadry i ocenić, kto dał radę, a dla kogo czołówka Drugiej HNL okazała się za wysokimi progami. Dopiero wtedy będę mógł powiedzieć coś bardziej konkretnego. Zaś co do sypania się składu, to jest fakt i nie wygląda to optymistycznie, ale szerszy obraz będzie również dopiero po przeglądzie kadry i szczegółów kontraktów. Możliwe też jest to, że z którymś z zawodników ja nie będę chciał dalej współpracować, bo w FM 2020 można dowiadywać się o różnych ciekawych rzeczach, o czym napomnę w odcinku z podsumowaniem drużyny. Z kolei sensowne wzmocnienia wręcz bardzo chętnie by się ze mną napiły Peak Labela, a problem polega nie na ich chęciach, lecz na tym, że nasze warunki płacowe są takie, że nie wystarczy nawet żeby polać po jednej kolejce... Może z końcem czerwca, gdy powygasają kontrakty co poniektórych i zostaną na lodzie, będą bardziej skorzy do przyłączenia się na naszych warunkach finansowych, a nie ich, jakimi zimą ukręcali łeb negocjacjom.
  15. Ralf

    Peak Label

    Wygląda na to, że wszelkie spotkania pucharowe musimy rozstrzygać najpóźniej w dogrywce, bo ewidentnie rzuty karne nie są mocną stroną moich zawodników Nie dość, że samo ich wykonywanie idzie tak sobie (zbyt dużo pudeł, a przecież w konkursach jedenastek każdy miss może być tragiczny w skutkach), to jeszcze Topić nie dodaje od siebie żadnego pierwiastka szczęścia, zupełnie jak Łukasz Fabiański ze Szwajcarią i Portugalią na Euro 2016 – obydwóm pakują z jedenastu metrów, jak tylko chcą. Tamten obroniony karny Finticia był bardziej wypadkiem przy pracy.
×
×
  • Create New...